Recenzja "Sprawiedliwi zdrajcy Sąsiedzi z Wołynia", Witold Szabłowski

Niezwykła książka, absolutnie warta przeczytania. Przepiękny, wnikliwy reportaż - obraz Polaków, Ukraińców, zdrajców i sprawiedliwych. Trudno mi się po niej pozbierać, nie mogę zacząć czytać nic innego. Historia Wołynia oraz jego chlubni i mniej chlubni mieszkańcy weszli do mojej głowy, siedzą i ani myślą się z niej wyprowadzić...

Myśli o Wołyniu kotłują się i przesuwają z jednego końca mózgu w drugi. Po raz kolejny biorę książkę do ręki, otwieram na przypadkowej stronie, zamykam, ponownie otwieram i wracam, by znowu być częścią tej historii i napić z Panią Szurą czaju. Tęsknię.

Puszczaj chleb twój po wodzie;
bo po wielu dniach znajdziesz go. (Księga Kaznodziei Salomona 11,1 cyt. za: Biblia Gdańska).

Wołyń, miejsce na pograniczu dawnej Rzeczypospolitej, Rusi i Litwy. Nazwa pochodzi od walecznego plemienia Wołynian albo od widocznych na każdym kroku wołów. Wołyń poznajemy wiosną. Od razu rzuca się w oczy symbolika rozdziałów ponazywanych zgodnie z porami roku. Wiosna przychodzi z impetem, objawia się przepiękną przyrodą - szczególnie pięknie kwitną azalie - przylatują bociany, skowronki, wyjątkowo rozkwitają sady. Wraz ze zmieniającymi się porami roku zmieniają się nastroje wśród mieszkańców Wołynia. Najgorsza jest zima 1943 r. i najtragiczniejszy czas masowych rzezi na Polakach i Żydach. Od tamtej pory ziemia na Wołyniu, pomiędzy trzema rzekami Bug, Prypeć i Słucz, już na zawsze będzie nasiąknięta krwią. 

Zielony mój Wołyń
otaczał mnie,
porywał i krążył w półśnie,
jak trzmiel znużony, gdy na dłoni uśnie. (Józef Łobodowski, Kisielin)

Witold Szabłowski wielokrotnie wyruszał na Wołyń do swoich rozmówców, próbował trafić do stareńkich ludzi, ostatnich żyjących świadków maskary wołyńskiej. Spotykał się w cztery oczy i korespondował z potomkami tych ludzi, którzy kiedyś ryzykowali życiem, by uratować dziecko, a nieraz i całe rodziny. Autor obiektywnie i sprawiedliwie oddał głos przedstawicielom każdej nacji: Czechom, Ukraińcom, Polakom i Żydom. Poznajemy nieodkrytych dotąd bohaterów, którzy przez całe lata byli w naszej historii nieobecni, pominięci, niezapamiętani. 

Poznajemy panią Hanię, mieszkankę Gaju, znajdę po Polakach, znalezioną i wychowaną w wielkiej miłości przez ukraińskie małżeństwo. Nacjonaliści, którzy walczyli o wolną Ukrainę wymordowali wszystkich mieszkańców wioski, została tylko ona i zdziczałe wiśnie i jabłonki.

Poznajemy rodzinę Hermaszewskich, z których najmłodszy z rodzeństwa, Mirosław, poleciał w kosmos. Jego matce, Kamili Hermaszewskiej, banderowiec strzelił w głowę, a ta wypuściła maleńkie zawinięte dziecko na ziemię. Do końca nie dowiadujemy się kto pomógł jej przeżyć. Po latach Mirosław Hermaszewski tak wspomina swój lot:

Ale w trakcie drugiego okrążenia szuka już innego skrawka planety; od Helu na południowy wschód, gdzieś na granicy między skulonym zwierzątkiem Europą a Związkiem Radzieckim jest mały kawałek ziemi, na który upadła jego matka po tym, jak banderowiec strzelił jej w skroń. Miejsce, gdzie kiedyś stała wieś Lipniki i przylegająca do niej kolonia Police. Kiedy znajdzie i ten kawałek, myśli sobie: "Chcieliście mnie zabić, tak? To patrzcie, gdzie teraz jestem".

Spotykamy wyjątkowo cudowną osobę Ołeksandrę Wasiejko zwaną Szurą. To ona pomagała szukać polskich grobów. Mogiły Polaków, gdzie były krzyżyki w sosnach, pokazał jej nieżyjący już tatko, jeden z wielkich sprawiedliwych, którzy ratowali. Pani Szura mówi Ojcze Nasz po ukraińsku, potem modli się za naszych i za Warszawę po polsku, prosząc Boga, by miał w opiece i ocalił od wojny cały polski naród. Na krzyżu na Trupim Polu zawsze wiesza rucznik, ukraińską tradycyjną chustę i rozmawia z duszami naszych Polaków, jakby byli żywi. Opowiada im o Wołyniu, o zabawach, w które się razem bawili. O tym, że ich pomordowano nie mówi, żeby im nie było smutno.

Pytana o to: Jak to się dzieje, że gdy jeden człowiek sam chwyta za motykę, widły, nóż i idzie zabijać, drugi ryzykuje wszystko, by ratować obcych sobie ludzi. Jeden idzie i zabiera po tych zabitych kołdry, widelce, talerze, szafy, ba nawet zboże z pola. A drugi szuka w snopkach, czy ktoś nie przeżył; przynosi wodę, ubranie, coś do jedzenia... Jakie mechanizmy tym rządzą?

Skromnie odpowiada: Trzeba było, to się ratowało.

Sprawiedliwi zdrajcy, Sąsiedzi z Wołynia. Gdy jedni mordują, drudzy rzucają się, by ratować to przejmujący reportaż o ludobójstwie. O bestialskim świecie, w którym w myśl pobudek nacjonalistycznych mąż, zwyrodnialec z UPA, zabija swoją żonę (bo jest Polką), sąsiedzi dokonują zbrodni na sąsiadach, matka w bunkrze dusi swoje dwuletnie dziecko, które płacze, aby uratować siebie i pozostałe dzieci. Rzeź wołyńska, czystki etniczne dokonywane głównie wśród mniejszości polskiej i żydowskiej, pozostaje jednym z mniej znanych wydarzeń II wojny światowej. W jej wyniku zginęło około 100 tysięcy Polaków i kilkanaście tysięcy Ukraińców. Polscy historycy używają słowa "ludobójstwo", Ukraińcy mówią o wojnie polsko-ukraińskiej. Szabłowski pozostaje jednak daleki od oceniania ludzi, jak i okrutnych wydarzeń, które miały miejsce. Dla niego najistotniejsza jest historia pojedynczych jednostek i ich rodzin, historia prosta, prawdziwa i naturalnie szczera.

Nie morduje nacja ani religia.
Mordować może człowiek i to człowieka należy winić!
Gdy jedni Ukraińcy jeżdżą z bronią po wioskach, inni zachowują się pięknie,
jak tych trzech.

Właściwie to czy ktokolwiek ma prawo to oceniać? Jak zachowalibyśmy się w sytuacji strachu, jak wtedy, kiedy zabrakło Boga. Po czyjej stanęlibyśmy stronie w wojennej zawierusze, żeby tylko ratować życie swoje i najbliższych?

Witold Szabłowski, Sprawiedliwi zdrajcy Sąsiedzi z Wołynia, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016


Moja ocena 10/10

O mnie

naglowne2

Cześć, mam na imię Ewa.
Mam 40 lat. Bywam różna. :)

Z wykształcenia jestem socjolożką.
Obecnie studiuję psychologię.

Jestem mamą (Filip 14 i Mikołaj 9).
Żoną (Tomek 46).
Właścicielką czarnego kota
o słusznym imieniu Harmider.

Pasjonuje mnie proste, ale aktywne życie i filozofia Slow.

Najbardziej cenię wolność.
Uwielbiam pokonywać własne granice.
Kręci mnie potrzeba tworzenia.
Nieustannie poszukuję sensu
i inspiracji.
Próbuję znaleźć dialog pomiędzy pędem, a spowolnieniem.

(...)

O Blogu

Mój minimalistyczny blog o tym, że w życiu potrzebna jest równowaga! O tym, co mnie najbardziej inspiruje, co napędza. O spójności, intuicji i zgodzie na bycie sobą. O pasji niosącej radość. Lekko o sekretach motywacji. O relacjach. Trochę o modzie. Co nieco o jedzeniu. Nic o polityce. Swojski rozdział o podróżach. Wszystko w odniesieniu do Slow Life. Trochę też o tym, co mnie nie obchodzi i do szczęścia mi nie jest potrzebne. Zapraszam. Ewa