Recenzja "Zakonnice odchodzą po cichu", Marta Abramowicz

Po przeczytaniu już sama nie wiem, o co chodzi w tym całym kościele i w zakonach. Jeśli podstawą ma być wiara w Boga wszechmogącego, miłosiernego, kochającego, to dlaczego ludzie, w Jego imię, wzajemnie się krzywdzą i tak poniżają...? Rozbieżności między Kościołem jako instytucją, a wiarą w Boga zawsze będą stały na przeszkodzie do pełnego zrozumienia, kontemplacji i przeżywania wiary.

Dlaczego zakonnice odchodzą po cichu? Temat mało znany, owiany tabu i kontrowersyjny. Autorka Marta Abramowicz (ur.1978 r.) - psycholożka, dziennikarka i badaczka - przybliża sylwetki zakonnic, które z tylko sobie znanych powodów, na różnym etapie życia, opuściły mury zakonne. Obiecały, że nigdy z nikim nie będą o tym rozmawiać. To, co dzieje się w zakonach klauzurowych - pozostaje tajemnicą. Tutaj jestem pełna podziwu dla autorki, która podjęła się takiego tematu i udało jej się nakłonić aż dwadzieścia byłych sióstr do jakiejkolwiek rozmowy. Siostry, o których mowa nie miały siły na kontynuowanie życia zakonnego, opuściły pełne antypatii środowisko i powróciły do życia poza murami wycofane, zlęknione i upupione. Każdej pozostało jeszcze rozmówić się z Bogiem.

Jak relacjonuje autorka, dziewczyny, po przekroczeniu bram zakonów zderzają się z fatalną rzeczywistością. Te, którym bardzo zależy na życiu w zgromadzeniu, są w stanie zrobić wszystko, co powiedzą przełożone. Wierzą, że jeżeli pozostaną w czystości i będą pracować ponad swoje siły, zbliżą się do Boga. Wstrząsające jest to, jak młode zakonnice przechodzą nowicjat, juniorat - gdy jedna z sióstr zbiła szklankę, musiała klękać i prosić przełożoną o pokutę. To zupełne pranie mózgu, któremu towarzyszy strach i samotność. Najwyższą cnotą i wartością jest bezwzględne posłuszeństwo, częstokroć urągające kobietom, wbrew naturze. 

Piąta trzydzieści pobudka, o szóstej w kaplicy, jutrznia, msza,śniadanie. Po śniadaniu znów kaplica, modlitwa, medytacja.Potem praca - kuchnia, magiel, świnie, kurnik, obiad. Po obiedzie rekreacja. Już byłam zmęczona. To mało powiedziane, ja padałam i od razu zasypiałam. Na początku mi pozwalały. Potem koronka, znowu obowiązki albo trochę nauki, nieszpory, msza, kolacja, kompleta. O dwudziestej pierwszej jeszcze apel jasnogórski.

Źle myjesz. A jak się myje? Spod szkaplerza z kieszonki wyciąga korek do dezodorantu. - Wiesz, co to jest? -pyta. Patrzę na nią jak na idiotkę. - To jest koreczek. Włóż ten koreczek tu, do nogi klozetu, i całą wodę wybierz, aż będzie pusto co do kropli. Potem płyn wlejesz. Weźmiesz gąbeczkę do ręki i do środka włożysz. I w środku całą muszlę wyczyścisz.(...) Bez rękawic oczywiście.

Świat zewnętrzny nie pojmuje tego, co dzieje się w środku. Byłe zakonnice nikomu o niczym nie mówią. Komentarze na ich temat nie są pochlebne. Odejście z zakonu ma negatywny wydźwięk. W takich sytuacjach ludzie zawsze źle gadają; że zaszła w ciążę, że zakochała się w księdzu. Odchodzą w strachu, w ogromnym poczuciu winy. Boją się konfrontacji z rodziną, z najbliższym otoczeniem. Rodziny wstydzą się takich osób, wykluczają je, nie dając nawet szansy na próbę wytłumaczenia tego, co się zadziało w ich głowach, w sercach. 

Ciekawym punktem zwrotnym jest spojrzenie i relacja zakonników. Okazuje się, że bracia żyją inaczej niż siostry. Zakony męskie i żeńskie różnią się bardzo. Różnice nie dotyczą tylko porządku i dbania o czystość. U sióstr nie ma nawet pozorów demokracji. Jest hierarchia i wyższość jednych sióstr nad innymi. Są takie siostry, które zawsze były matkami przełożonymi. Nie ma świeżej krwi. Zakonnicy mają więcej swobody i osobistej wolności. Mogą czytać książki, mieć własnego laptopa, korzystać z internetu. Siostry wszystko muszą zgłaszać, o wszystko prosić przełożoną, nawet o podpaski! Zakonnice katują się religijnie, żyją w religijnym matriksie. Nie potrafią się kłócić, rozmawiać, nawet spowiedź przychodzi im z trudem, bo spowiadają się jak dzieci. Drobiazgi urastają do rangi dużych problemów. Skupiają się na zupełnych błahostkach (czy miała właściwą postawę podczas modlitwy). Ciągle są na służbie, wszystkiego się wyrzekają, w pokorze poświęcają się tylko Bogu.

Niestety książka potwierdza, że życie zakonne w Polsce i poddaństwo sióstr zatrzymało się na średniowieczu. Zarządzanie zakonem opiera się na archaicznych metodach, niezmienionych od stuleci. Po Soborze Watykańskim II w chrześcijańskim świecie dokonały się zmiany. Polskie siostry zostały jednak w radykalnych i tradycyjnych czasach przedsoborowych.

W średniowieczu zdecydowano, że kobiety będą mogły wieść zakonne życie tylko za klauzurą. Mogą się modlić i pracować, ale za murami klasztoru, bez możliwości wyjścia na zewnątrz. Dopiero wtedy ich czystość będzie bezpieczna - uzasadniał swoją decyzję papież Bonifacy VIII w 1298 r.

Na koniec jeszcze tylko jedno zdanie o Eugenie Drewermannie, niegdyś katolickim księdzu, który zarzuca kościołowi katolickiemu, że dzięki odpowiedniej, dogmatycznej interpretacji Pisma, zapewnia sobie byt i władzę absolutną nad myśleniem wiernych. Zarówno księża, jak i siostry, znają swoje miejsce w hierarchii. Kościół o wszystkim decyduje, a obowiązkiem sióstr i świeckich jest być posłusznym i wierzyć. (Jedno ciało, jeden głos). Jak pokazuje historia kolejni papieże nie dbali o kobiety. Ich rola sprowadza się do modlitwy i posłuszeństwa. Kościół co jakiś czas przypomina sobie o kobietach, mówi wtedy o potrzebie zmian, ale nic z tym nie robi, nie chce dzielić się władzą. 

"Zakonnice odchodzą po cichu" to reportaż, pokazujący zakony tylko z jednej perspektywy i w bardzo negatywnym świetle. Wyrywek rzeczywistości obrazujący przypadki tych sióstr, które być może źle odczytały powołanie, nie wytrzymały presji psychicznej związanej z życiem klauzurowym albo nie do końca miały świadomość tego, z czym wiąże się życie zakonne za murami. A przecież w zakonach jak i w życiu, nie wszystko jest czarno-białe. Uważam, że spora część zakonnic jest szczęśliwa, że wybrała taką, a nie inną drogę. Książkę jak najbardziej warto przeczytać, żeby mieć własny ogląd na ten jakże intrygujący temat.

Czy ktoś może polecić jakieś ciekawe publikacje na podobny temat? Chciałabym poznać inny punkt widzenia.

Marta Abramowicz, Zakonnice odchodzą po cichu, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016


 Moja ocena 7/10

O mnie

naglowne2

Cześć, mam na imię Ewa.
Mam 40 lat. Bywam różna. :)

Z wykształcenia jestem socjolożką.
Obecnie studiuję psychologię.

Jestem mamą (Filip 14 i Mikołaj 9).
Żoną (Tomek 46).
Właścicielką czarnego kota
o słusznym imieniu Harmider.

Pasjonuje mnie proste, ale aktywne życie i filozofia Slow.

Najbardziej cenię wolność.
Uwielbiam pokonywać własne granice.
Kręci mnie potrzeba tworzenia.
Nieustannie poszukuję sensu
i inspiracji.
Próbuję znaleźć dialog pomiędzy pędem, a spowolnieniem.

(...)

O Blogu

Mój minimalistyczny blog o tym, że w życiu potrzebna jest równowaga! O tym, co mnie najbardziej inspiruje, co napędza. O spójności, intuicji i zgodzie na bycie sobą. O pasji niosącej radość. Lekko o sekretach motywacji. O relacjach. Trochę o modzie. Co nieco o jedzeniu. Nic o polityce. Swojski rozdział o podróżach. Wszystko w odniesieniu do Slow Life. Trochę też o tym, co mnie nie obchodzi i do szczęścia mi nie jest potrzebne. Zapraszam. Ewa