Na czym polega fenomen codziennego stołu

Stół rzeczownik rodzaju męskiego - posiadacz blatu i czterech (lub mniej) stabilnych nóg. Prosty, duży stół z drewna zajmuje centralne miejsce - w strefie między kuchnią, a salonem - w naszym niedużym mieszkaniu. Jego wielkość może nawet trochę nie pasuje do tego wnętrza, ale pasuje do nas. Stanowi nasze centrum.

Śmiało mogę powiedzieć, że mamy swój fenomen stołu i wspólnego biesiadowania. Przy naszym stole dzieje się dużo. Przy nim poświęcamy sobie czas. Angażujemy się. Wspieramy. Kłócimy. Chociaż odnoszę wrażenie, że przy stole emocje szybciej opadają i łatwiej się ze sobą dogadujemy. Prowadzimy rodzinne rozmowy, dowiadujemy się czegoś nowego. Wokół stołu skupia się nasze codzienne życie. Śmiejemy się. Tu, przy stole jakoś bardziej odczuwamy swoje powołanie do tego, że tworzymy rodzinę.

Bardzo lubię stoły i najlepiej żeby stały w kuchni. Kiedy idę w odwiedziny, zdecydowanie wolę "siedzieć" w kuchni. Na ogromnej, płaskiej powierzchni filiżanka z kawą stoi pewnie, a i łokcie jest gdzie oprzeć. 

Wspólne nieśpieszne obiadokolacje są naszym rytuałem. Między piętnastą, a osiemnastą, w zależności jak ułoży się plan dnia. To nic, że dzieci wiecznie marudzą, że kotlet nie taki, bo obiecałam z kurczaka, że zupa z warzywami, a miał być rosół, że ciasto marchewkowe z marchewką, a wcześniej jej nie dodawałam. Dla mnie każdy wspólny posiłek i tak jest świętem.

O wspólny czas przy stole warto się starać codziennie. Trzeba o tym pamiętać. Przez to, że żyjemy w ciągłym pędzie, a nowa rzeczywistość to praca po godzinach, mamy skłonność do spłycania roli wspólnych posiłków, odbierania im wartości emocjonalnej. Jesteśmy bardziej przyzwyczajeni do jedzenia w biegu, na raty, na stojąco, niż do wspólnego biesiadowania. Wszystko zganiamy na brak czasu, ale mając rodzinę, powinniśmy umieć wygospodarować parę chwil na pobycie razem. Bo gdzie lepiej, jak nie przy stole? 

Marzy mi się parterowy domek na wsi, z przeogromną kuchnią, w której ulokowałabym stół o jeszcze większych gabarytach. Przykryłabym go pachnącym obrusem. Na środku postawiła wazę z parującą zupą z dyni. Takie mam przyziemne marzenia.

KILKA WSKAZÓWEK, KTÓRE POZWOLĄ CELEBROWAĆ WSPÓLNE CHWILE PRZY STOLE

Zaangażujmy wszystkich domowników (męża, dzieci)

Jest to świetny czas na rozmowę i integrację. Staramy się, żeby dzieci widziały, że mają przed sobą dwoje dorosłych ludzi, którzy wzajemnie się wspierają i szanują. Razem szykujemy do stołu, razem sprzątamy brudne naczynia do zmywarki. Czasem, kiedy robimy coś zupełnie bez sensu - zamiast tracić czas - lepiej zaangażować wszystkich do zrobienia wspólnie np. kolacji.

Kto je razem, pozostaje razem - cieszmy się z bliskości

Zatrzymajmy się na kwadrans, czasami dwa, bądźmy ze sobą, dajmy sobie czas na bliskość. Bliskość jest naturalną potrzebą człowieka, a jej moc ma siłę uzdrawiającą. Dzielmy się jedzeniem i razem odpoczywajmy. W czasach mojej młodości nie przejmowano się bliskością. Zabrakło wiedzy, czasu albo chęci... Na szczęście w naszym domu bliskość to dar. Dar, którym potrzeba się dzielić.


Twórzmy rodzinną tradycję

Dzieci uczą się przez obserwację i przykład. Chcemy je nauczyć, że jeżeli ktoś przychodzi do nas w porze spożywania posiłku, powinien wyjść najedzony. Dajemy im odczuć, jak ważne w życiu jest nie tylko jedzenie, ale też poczucie bliskości i atmosfera przy stole. Wspólny obiad czy kolacja to coś więcej niż tylko posiłek, to zaczątek tradycji, która we mnie wzbudza wiarę, że kiedyś dzieci przeniosą ją do swoich domów, a stół rodzinny pozostanie w ich miłych wspomnieniach.

 

Wzmacniajmy więź rodzinną opartą na bezpieczeństwie i zaufaniu

Główną, naturalną potrzebą człowieka jest poczucie wspólnoty i przynależności. Obecnie więzi rówieśnicze i koleżeńskie skutecznie podkopują więź rodzinną. I niestety zjawisko ukierunkowania na rówieśników wzięło górę nad spędzaniem czasu z rodzicami. Młodzi umacniają własny status i kreują wizerunek w oczach kolegów i znajomych w sieci. Zbudowanie intuicyjnej więzi to bardzo trudna rola. Jeżeli zadbamy o nią odpowiednio wcześnie, wychowanie nie będzie chłodną walką z przeciwnikiem, tylko współpracą. Wieź ma wpływ na ich całe życie. Istotą zdrowej więzi jest to, że dzieci widzą w nas swoich sprzymierzeńców, którzy dbają o ich bezpieczeństwo i szczęśliwy rozwój.

Rozmawiajmy patrząc sobie w oczy, zresztą przy stole trudno uniknąć kontaktu wzrokowego. Uczmy dzieci, że im ufamy i powinny otwarcie o wszystkim mówić. Łatwiej jest omówić coś wspólnie - przy stole - niż niepotrzebnie się zamartwiać. 

Pixabay

O Blogu

Blog o tym, że w życiu potrzebna jest równowaga! O tym, co najbardziej inspiruje, co napędza, o rodzinie, o dzieciakach i całym galimatiasie związanym z ich posiadaniem (ogólnie rzecz ujmując). Trochę o modzie. Dużo o jedzeniu. Niewiele o polityce. Rozdział o podróżach (tych prawdziwych i palcem po mapie). O szczęściu. Wszystko w odniesieniu do Slow Life. Trochę też o tym, co mnie NIE obchodzi i do szczęścia mi nie jest potrzebne (never ever!). I o tym, jaki wpływ na świadome życie mają doświadczenia związane z pracą w korporacji. Zapraszam.