Już dawno się tak nie pośmiałam jak dzisiaj, kiedy przypadkiem włączyłam film Ojca Adama Szustaka, w którym grzmi on: NIE KUPUJCIE DZIECIOM ZABAWEK! O cholera! Od razu zrobiłam w myślach rachunek sumienia: już nie kupuję, "psze" księdza, skończyłam z tym! Ale, przyznam się, kupowałam. Kupowałam, bo taka była paląca potrzeba starszego dziecka, tak mi się przynajmniej wtedy wydawało. Zabawki cieszyły go najbardziej. To od małego był taki typ, który potrafił niezwykle umiejętnie naciągać rodziców na coś drobnego. Główną inspiracją były oglądane przez niego bajki. A, jakże!

jak przetrwać ferie w domu i nie zwariować

Temat nasunął się sam pod wpływm pewnych rodzinnych okoliczności. Jak przetrwać ferie w domu, czyli Mamo, Tato, nudzi mi się! Dzieci z ostatnich pięciu województw tj. podkarpackiego, łódzkiego, śląskiego, pomorskiego i naszego lubelskiego mają długo wyczekiwane ferie zimowe. Deszczowa pogoda zdecydowanie bardziej zachęca do pójścia do baru, niż ruchu i wspólnych zabaw na świeżym powietrzu. Niepodziewanie pojawił problem: W co się bawić? Bo w tegoroczne ferie moje dzieci po prostu się nudzą! Starszy od ponad tygodnia ma karę na tablet i komputer. Kara obowiązuje do odwołania, tzn. do czasu kiedy przeczyta Dzieci z Bullerbyn i mimo, że lubi czytać, tak to idzie mu jak przysłowiowa krew z nosa. Astrid Lindgren napisała ją w 1947 r. Jak z pewnością wszyscy pamiętają, książka opowiada o gromadce szwedzkich dzieci, które mają przepiękne dzieciństwo, uwielbiają zabawy, psoty i mają całe mnóstwo pomysłów. Gołym okiem zauważam różnicę między nimi, a moim dzieckiem. Diametralną.

Previous Next

Mamo, bo Ty mnie w ogóle nie słuchasz! Znacie to? W poprzednim poście pisałam o tym, jak to dzieciaki nie słyszą tego, co się do nich mówi. Dziś pochylę głowę, odwrócę sytuację i napiszę o nas - rodzicach. Bo, w teorii, wszyscy dobrze wiemy, że aby nawiązać właściwą nić porozumienia trzeba umieć słuchać i słyszeć dziecko. W praktyce jednak bywa już różnie.

Każdy ma wpadki, slow mama też je ma! Gadam do moich dzieci po 78 razy jedno i to samo, różnym natężeniem głosu i bywa, że nie dociera. Ostatecznie tylko rykiem jestem w stanie do nich dotrzeć. Po jakimś czasie przychodzi chwila opamiętania, refleksji i wyrzuty sumienia, że nie potrafię rozmawiać ze swoimi dziećmi. Psycholog, albo porządny coaching potrzebny od zaraz, dla matki rzecz jasna!

O Blogu

Blog o tym, że w życiu potrzebna jest równowaga! O tym, co najbardziej inspiruje, co napędza, o rodzinie, o dzieciakach i całym galimatiasie związanym z ich posiadaniem (ogólnie rzecz ujmując). Trochę o modzie. Dużo o jedzeniu. Niewiele o polityce. Rozdział o podróżach (tych prawdziwych i palcem po mapie). O szczęściu. Wszystko w odniesieniu do Slow Life. Trochę też o tym, co mnie NIE obchodzi i do szczęścia mi nie jest potrzebne (never ever!). I o tym, jaki wpływ na świadome życie mają doświadczenia związane z pracą w korporacji. Zapraszam.