O tym, jak trudno być slow, kiedy jest się zrzędzącą jędzą

Każdy ma wpadki, slow mama też je ma! Gadam do moich dzieci po 78 razy jedno i to samo, różnym natężeniem głosu i bywa, że nie dociera. Ostatecznie tylko rykiem jestem w stanie do nich dotrzeć.

Po jakimś czasie przychodzi chwila opamiętania, refleksji i wyrzuty sumienia, że nie potrafię rozmawiać ze swoimi dziećmi. Psycholog, albo porządny coaching potrzebny od zaraz, dla matki rzecz jasna!

Nie tak dawno trafiłam na książkę - bestseller, podobno pomógł milionom rodzin na świecie "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały Jak słuchać żeby dzieci do nas mówiły" autorek Adele Faber i Elaine Mazlish. Niektórzy zarzucają, że sprawy w niej poruszone dotyczą amerykańskich rodzin. Z czym nie mogę się zgodzić, bo problemy z dziećmi, związane z ich wychowaniem są uniwersalne i na całym świecie jednakowe. Książkę czytało mi się średnio. Z racji mnóstwa dialogów i historyjek, za którymi nie przepadam. Jednak wiele z poruszonych mądrości trafiło pod naszą strzechę. Teraz jesteśmy na etapie przyswajania i wdrażania. Z różnym skutkiem póki co, ale działamy. 

W rozdziale Zachęcanie do współpracy poruszono właśnie kwestię wspomnianego braku reakcji ze strony dzieci na to, co się im w kółko powtarza. Jednym z magicznych sposobów, żeby obyło się bez niepotrzebnych nerwów jest pisanie liścików.

Zamiast drzeć gębę, piszę dzieciom bardzo krótkie listy, które rzeczywiście szybko i spokojnie do nich docierają. Dziaciaki są do tego stopnia zainteresowane ich treścią, że łatwiej jest sprowokować je do zrobienia czegoś i to bez podnoszenia głosu. 

Drogi Mikołaju
Jak umyjesz ząbki i założysz piżamkę,
zaśpiewam Ci kołysankę.
Czekam

Mama 

Kochany Fifciu
Możesz pograć na tablecie,
ale dopiero wtedy, kiedy odrobisz lekcje.
Całuję

Mama

Niby banalne, a jednak zachęca dzieciaki do działania, do komunikacji. Dzieci czują, że są ważne, bo słowa użyte w liście nie krzyczą, ale są łagodne i ciepłe. Komunikacja w formie liścików rozładowuje napięcia, wprowadza pozytywną aurę i nigdy nie rani.
Bo rodzice MUSZĄ się postarać i napisać grzecznie, bez niepotrzebnych słów. 

O Blogu

Blog o tym, że w życiu potrzebna jest równowaga! O tym, co najbardziej inspiruje, co napędza, o rodzinie, o dzieciakach i całym galimatiasie związanym z ich posiadaniem (ogólnie rzecz ujmując). Trochę o modzie. Dużo o jedzeniu. Niewiele o polityce. Rozdział o podróżach (tych prawdziwych i palcem po mapie). O szczęściu. Wszystko w odniesieniu do Slow Life. Trochę też o tym, co mnie NIE obchodzi i do szczęścia mi nie jest potrzebne (never ever!). I o tym, jaki wpływ na świadome życie mają doświadczenia związane z pracą w korporacji. Zapraszam.