Poznajmy się bliżej...

Jesteśmy normalną rodzinką, która próbuje uchronić się przed przysłowiowym wyścigiem szczurów i ogólnie przyjętym konsumpcjonizmem.

Mąż ma biuro w domu, ja pomagam mu prowadzić firmę, on wspiera mnie przy dzieciach. Cieszymy się swobodą, jaką daje mieszkanie w niedużym mieście, na granicy Nadwieprzańskiego Parku Krajobrazowego. Nie lubimy dużych miast. Nie lubimy korków i nie odwiedzamy hipermarketów razem z dziećmi. Nie kręci nas pęd za najnowszym, najmodniejszym i największym. Za to potrafimy być razem i celebrować nasze wspólne chwile. Nasze momenty.                         

Od 16 lat tworzymy niemalże idealny, zakochany w sobie związek dwojga dusz. Mąż mój jest najfajniejszy na świecie:) Jest trochę mniej szalony ode mnie, ale mam to szczęście, że wspiera mnie we wszystkim, co wymyślę. Mamy taką niepisaną umowę, że na pierwszym miejscu stawiamy siebie, a później dzieci. Żebyście dobrze zrozumieli, chodzi o to, że nieustannie pielęgnujemy nasze uczucie. To, kim dla siebie jesteśmy i ile dla siebie znaczymy jest niezmiennie najważniejsze!

Mamy dwóch najcudowniejszych synów pod słońcem:) dwa skrajnie różne egzemplarze, które przewróciły nasze życie do góry nogami. Z podobieństw: obydwaj nie znoszą jeść warzyw, uwielbiają lody i noszą długie włosy. Reszta, to same różnice.  

Filip (FIFI), uczeń 5 klasy, wysportowany, uśmiechnięty i grzeczny, lubiany przez koleżanki i kolegów. Od 6 lat tenuje karate, śpiewa i podgrywa na perkusji.

Mikołaj, uroczy słodko-gorzki 7 letni urwis, wszędzie go pełno, buzia mu się nie zamyka. Mały mechanik, wynalazca, szalony doktorek. Nie potrafi włączyć komputera, a za to potrafi szyć, malować, robić coś z niczego. Mówi o sobie, że ma tyle pomysłów, że już nie mieszczą mu się w głowie.

Od jakiegoś czasu, a dokładnie, to od dwóch lat - od kiedy nie jestem związana już pracą w korporacji  - mam trochę więcej czasu dla nas, dla dzieci i nie ukrywam, że rola "domowej kury" mi bardzo odpowiada.

Są dni kiedy stronię od ludzi i mam ludziowstręt, a kiedy indziej nie wyobrażam sobie bez nich życia i bryluję w towarzystwie.

Nie akceptuję obłudy i zawiści. Zupełnie nie przywiązuję wagi do tego: kto, z kim i za ile. Jeśli zdarzy mi się tłusto poplotkować (o babach głupich jak baobab), następnego dnia o wszystkim zapominam i żyję swoim życiem.

Jestem spontaniczna, bywam szalona. Celebrowanie życia wcale nie kłóci się z tym, że wiele rzeczy robię w tempie superekspresowym, np. pakuję walizki i wyruszam z dzieciakami w podróż autokarem przez prawie całą Europę.

Tak w sobie odkładałam tę przyjemność pisania bloga, ale czuję, że już dłużej nie mogę. Sprawa gnębi mnie po nocach. Czas zacząć.

Zapraszam.

Powiedz, co u Ciebie?


Na blogu najczęściej 
wykorzystuję zdjęcia własne. Jeżeli inne, to źródło jest podane pod tekstem.

O Blogu

Blog o tym, że w życiu potrzebna jest równowaga! O tym, co najbardziej inspiruje, co napędza, o rodzinie, o dzieciakach i całym galimatiasie związanym z ich posiadaniem (ogólnie rzecz ujmując). Trochę o modzie. Dużo o jedzeniu. Niewiele o polityce. Rozdział o podróżach (tych prawdziwych i palcem po mapie). O szczęściu. Wszystko w odniesieniu do Slow Life. Trochę też o tym, co mnie NIE obchodzi i do szczęścia mi nie jest potrzebne (never ever!). I o tym, jaki wpływ na świadome życie mają doświadczenia związane z pracą w korporacji. Zapraszam.