Od jakiegoś czasu przyglądam się bacznie produktom, którymi kuszą nas sklepy i wstrętne reklamy. Nie powiem, żebym studiowała składy z lupą, a dziadkom zakazywała kupowania słodyczy wnukom, jednak poczyniłam milowy krok w kierunku zdrowego jedzenia. Sklepowe słodycze staram się zastąpić czymś "swoim". W moim mniemaniu na pewno zdrowszym. I czerpię z tego ogromną satysfakcję.

Przepis od dawna jest w moim kajecie, nawet nie wiem jak się tam znalazł. Może krasnoludki... Wszystkim opowiadam, że moje dzieci są ciasteczkowymi potworami, ale mi też nic nie brakuje, dlatego robię te ciasteczka bardzo często. :-) Specjał dla zabieganych mam, ich wykonanie zajmuje tylko 15 minut. Ciasteczka są chrupiące. Za sprawą mąki żytniej mają lekko orzechowy posmak. Pysznie smakują dzieciom i są fit dla mamy - do kawy. :) Można jeść z ulubionym dżemem. PYCHA.

Po przeczytaniu już sama nie wiem, o co chodzi w tym całym kościele i w zakonach. Jeśli podstawą ma być wiara w Boga wszechmogącego, miłosiernego, kochającego, to dlaczego ludzie, w Jego imię, wzajemnie się krzywdzą i tak poniżają...? Rozbieżności między Kościołem jako instytucją, a wiarą w Boga zawsze będą stały na przeszkodzie do pełnego zrozumienia, kontemplacji i przeżywania wiary.

O Blogu

Mój minimalistyczny blog o tym, że w życiu potrzebna jest równowaga! O tym, co mnie najbardziej inspiruje, co napędza. O spójności, intuicji i zgodzie na bycie sobą. O pasji niosącej radość. Lekko o sekretach motywacji. O relacjach. Trochę o modzie. Co nieco o jedzeniu. Nic o polityce. Swojski rozdział o podróżach. Wszystko w odniesieniu do Slow Life. Trochę też o tym, co mnie nie obchodzi i do szczęścia mi nie jest potrzebne. Zapraszam. Ewa