Niezwykła książka, absolutnie warta przeczytania. Przepiękny, wnikliwy reportaż - obraz Polaków, Ukraińców, zdrajców i sprawiedliwych. Trudno mi się po niej pozbierać, nie mogę zacząć czytać nic innego. Historia Wołynia oraz jego chlubni i mniej chlubni mieszkańcy weszli do mojej głowy, siedzą i ani myślą się z niej wyprowadzić...

Z ogromną radością pokazuję przepis na jedno z moich najbardziej ulubionych - polskich dań. Radość jest tym większa, że całymi latami broniłam się przed robieniem gołąbków. Przepis jest nieskomplikowany, nie lubię komplikować sobie życia. Danie trochę pracochłonne, ale wierzcie mi, jego niepowtarzalny smak, wynagradza włożony trud. Za każdym razem, kiedy przygotowuję gołąbki, mam poczucie dobrze spędzonego czasu w kuchni.

Książka nie tyle o sztuce. Przede wszystkim jest to opowieść o jednostce pozbawionej sensu życia, na której przeprowadza się pewnego rodzaju eksperyment, którego granice zostały mocno przekroczone. To okropna historia o tym, do czego może nas doprowadzić nieustanne pragnienie bycia bogatym, pięknym i rozpoznawalnym. O tym, jak łatwo współczesnego człowieka uprzedmiotowić, a w konsekwencji pozbawić uczuć.

Młody, zaledwie dwudziestoletni mężczyzna po raz kolejny staje na krawędzi życia i śmierci, próbując popełnić samobójstwo. Zdesperowanemu Taziowi przychodzi z pomocą wielki artysta, o wymownie brzmiącym imieniu Zeus Peter Lama i zaledwie w ciągu 24 godzin przywraca mu sens życia. Bohater za cenę wolności zostaje podziwianym dziełem sztuki.

Zyskuje sławę. Przeistacza się w żywą rzeźbę, ale podpisuje wyrok i wyrzeka się kontroli nad własnym ciałem, umysłem i świadomością. Adam bispozbawiony człowieczeństwa i mocy prawnej, należy do swojego stwórcy, później zakupuje go kolekcjoner, a na koniec staje się własnością państwową. Kiedy okaleczony bohater zaczyna rozumieć, co stracił i jak cenna jest wolna wola, pragnie powrócić do normalnego życia. Jednak nie od razu tak się stanie.

Każdy z nas ma trzy for­my życia. Życie ma­terial­ne: jes­teśmy ciałem. Życie umysłowe: jes­teśmy świado­mością. I życie dys­kursyw­ne: jes­teśmy tym, co o nas mówią.

Kiedy byłem dziełem sztuki to powieść wieloznaczna, osadzona w okrutnym świecie dorosłych. Z jednej strony mamy świat twórców, artystów, kreatorów, chirurgów, którzy za wszelką cenę chcą stworzyć coś oryginalnego. Z drugiej strony jest człowiek egocentryczny, niedowartościowany, zlękniony. Pragnący bycia "pięknym" i zauważonym. Skupiający się tylko na sobie. Hedonistyczny materialista, który pada ofiarą konsumpcjonizmu. Mając dość bycia nijakim, szarym człowieczkiem, jest w stanie podpisać "cyrograf" byleby tylko stanąć na arenie sławy i dorównać swoim pięknym braciom (książkowym braciom Firelli). 

- Padł ofiarą naszych czasów. Czy raczej dyskursu, jaki nasze czasy wygłaszają na swój temat. Wmawia nam się, że ważna jest aparycja, proponuje nam się kupowanie dóbr, produktów i usług, które zmieniają lub ulepszają nasz wygląd - ubrania, diety, fryzury, produkty zdrowotne, produkty luksusowe, podróże w słoneczne rejony, operacje chirurgiczne. Przypuszczam, że Adam, jak wielu innych, wpadł w tę pułapkę. Musiał być bardzo nieszczęśliwy, skoro szukał siebie tam, gdzie nie mógł się odnaleźć - w sferze pozorów. 

Dalej Eric-Emmanuel Schmitt umiejętnie zmusza nas do refleksji nad tym, czym jest sztuka? Czym jest tworzenie? Czym jest piękno? Dlaczego to, co jest nazwane sztuką, jest tak bardzo pociągające? Czy wszystko, co wychodzi z rąk artystów jest boskie i ponadprzeciętne? Dlaczego ludzie płacą bajońskie sumy po to, by stać się właścicielami ich dzieł. W końcu razem z Adamem bis dochodzimy do wniosku, że świat sztuki, który na zewnątrz nieustannie wzbudza podziw, od wewnątrz bywa obdarty z wartości, niedoskonały i bezlitosny. Gdzie zatem kończy się sztuka, a zaczyna manipulacja?

Nie ma nic bardziej względnego niż piękno. Jedna róża to piękno. Dziesięć róż to coś drogiego. Sto róż to nuda. Tysiąc róż, kapujesz?(...) Natura jest pozbawiona wyobraźni.

Ludzie pragną tego, co inne, odległe, nieosiągalne. Trudno im docenić to, co mają, co znaczą dla innych, jakie im przyszło pełnić role. Każdy z nas ma w sobie coś wyjątkowego i cała sztuka polega na tym, by umieć to odkryć. Zgrabnie napisana historia, która nie pozostawia czytelnika obojętnym. Oczywiście znalazło się w niej miejsce również na szczęśliwą miłość.

Gdy wróciłem na piasek, powróciła codzienna kołomyja, trzeba było rozdać ręczniki, zaprowadzić porządek, zagwizdać na spóźnialskich, dać kilka klapsów; jednak codzienna kołomyja napełniła się sensem. (...) Tego ranka po raz pierwszy miałem wrażenie, że ja też mam swoją rolę. Są istoty, które mnie potrzebują, zarówno żywi, jak umarli. Co niezastąpionego mam w sobie? To, moje myśli. Moje troski. Moje przywiązania. Moje miłości. 

Eric-Emmanuel Schmitt, Kiedy byłem dziełem sztuki, Znak, Kraków 2007


♥ Moja ocena 6,5/10 ♥

O Blogu

Mój minimalistyczny blog o tym, że w życiu potrzebna jest równowaga! O tym, co mnie najbardziej inspiruje, co napędza. O spójności, intuicji i zgodzie na bycie sobą. O pasji niosącej radość. Lekko o sekretach motywacji. O relacjach. Trochę o modzie. Co nieco o jedzeniu. Nic o polityce. Swojski rozdział o podróżach. Wszystko w odniesieniu do Slow Life. Trochę też o tym, co mnie nie obchodzi i do szczęścia mi nie jest potrzebne. Zapraszam. Ewa