Agnostyk na pokładzie, małomiasteczkowość i psychologiczne podejście...
Featured

Agnostyk na pokładzie, małomiasteczkowość i psychologiczne podejście...

Dowód na to, że wszystko płynie... Przed rokiem utworzyłam (nieopublikowany) artykuł "Agnostyk na pokładzie", a dzisiaj nie wiem, jak się do tego bycia agnostykiem odnieść. Szczerze. I oczywiście, że wśród znajomych mało kto pyta mnie wprost czy wierzę, ale nie wprost są ciekawi. Ludzie chcą wiedzieć, jak to jest mówić swoim głosem mieszkając w małomiasteczkowym miasteczku. Natomiast jako młoda adeptka psychologii cieszę się, że trafiłam w takie środowisko i cieszę się, że nastąpiło to teraz, kiedy bardziej zżera mnie ciekawość drugiego, niż jego opinia na mój temat. Bywając na zajęciach nie unikam odpowiedzi o to, kim jestem, co sądzę i dlaczego tak, a nie inaczej. A przecież dopiero co się poznajemy. Według mojej definicji dobry psycholog powinien być otwarty na człowieka. I tak do niego podchodzić. Zatem środowisko przyszłych psychologów odbieram jako w pełni dla siebie bezpieczne. :)

Sabina zapytała o wiarę i kościół. I chociaż nie wyglądam, to jest to mój odwieczny konik. Jeśli zdecyduję się wierzyć w Boga, to na zasadzie mojej autorytatywnej decyzji, a nie chytrego planu przetrwania kościoła katolickiego. Dalekam od takich planów. Chodzenie w goresetach krępuje mnie równie mocno, jak bezmyślne klepanie pacierzy, odprawianie rytuałów, sakramenty. Bez znaczenia dla mnie jest ich geneza, rytuał pozostaje rytuałem, nieważne czy kościelny, czy wiedźmiński. Choć z racji bycia kobietą, wiadomo... Znam już, że najbliżej mi do pierwotnej istoty Boga. Boga osadzonego mocno w człowieku. Bez asysty maryjek, przewodnictwa duchowego wątpliwie prawych księży i zdecydowanie bez włóczenia i całowania doczesnych szczątków świętych po całym świecie. Nie mówiąc o targowiskach obrazków i figurek... Co z tą wiedzą dalej zrobię, pozostaje wyłącznie moją sprawą. Miło, kiedy mówiąc o tym spotykam się ze zrozumieniem. Częściej jednak - nie. To niestety pokazuje obraz ludu, który dotąd pozostaje ludem, dopóki nie ma w sobie żadnej refleksji. Jeszcze raz - bycie katolikiem nie zwalnia z myślenia. A bycie niewierzącym nie oznacza, że jest się nieprzyzwoitym człowiekiem. 

A wracając do pielgrzymki do ziemi z objawień słynącej i mnie, czyli jedynego agnostyka na pokładzie - układ faktycznie dość specyficzny. Obiecałam sobie jednak, że nie napiszę złego słowa o tym, jak to znałazłam się w autokarze jadącym do Medjugorje, gdzie oni uzbrojeni w różańce, ja natomiast w wątpliwości i dylematy. Znawcy tematu mówią, że przetrwałam tylko dzięki winu. To, z czym ja zetknęłam się 2 marca na Górze Objawień, to olśnienie. Jak grom z jasnego nieba spadły na mnie tolerancja i zrozumienie. Skoro tym ludziom jest to potrzebne. Skoro wiara w te cuda przynosi im ukojenie, jest jak chleb, posila i wzmacnia, to ja z całym swoim niewierzeniem, filozofią, mogę tylko stać sobie z boku i obserwować. Ten wyjazd to był moment, kiedy poczułam, że coś się we mnie zmienia. I, że potrafię być cierpliwa. Cenne doświadczenie. Równie podobnie, jak posiadanie kilkoro mądrych, wierzących przyjaciół. A ponieważ przyjaciele są ponad podziałami, tak stanowią oni pewien rodzaju status quo mojego niewierzenia.

Nie widzę powodów, żeby o tym właśnie w taki sposób nie mówić. To, z czym wtedy, po tych 10 dniach wróciłam, było pewnego rodzaju przełomem. Poczułam, że nie chcę zatracić siebie, że bardzo chcę pójść swoją indywidualną drogą, ale do wszystkich łagodnie nastawiona. Od tamtego wyjazdu zaczęłam szukać swojej misji, żeby moje bycie miało sens. I to do mnie wraca. Zatacza koło. To co na zewnątrz, staje się tożsame z tym, co w środku. Tym właśnie są moja spójność i wolność, których definicji tak długo szukałam. Jestem na początku swojej podróży. Odkrywam w sobie sens misji i pasji jednocześnie. Czuję się z tym lekko. I coraz bardziej pewnie! I widzicie, po co komu ubrania i gonienie po sklepach, kiedy to, co najcenniejsze jest do odkrycia w naszym wnętrzu. Wiedziałam, że MINIMALIZM jest mi potrzebny, nie wiedziałam jednak tego, że tak szybko przekieruję potrzebę MIEĆ na radość, swobodę i entuzjazm z BYĆ!

O Blogu

Mój minimalistyczny blog o tym, że w życiu potrzebna jest równowaga! O tym, co mnie najbardziej inspiruje, co napędza. O spójności, intuicji i zgodzie na bycie sobą. O pasji niosącej radość. Lekko o sekretach motywacji. O relacjach. Trochę o modzie. Co nieco o jedzeniu. Nic o polityce. Swojski rozdział o podróżach. Wszystko w odniesieniu do Slow Life. Trochę też o tym, co mnie nie obchodzi i do szczęścia mi nie jest potrzebne. Zapraszam. Ewa