Minimalizm.

5 istotnych powodów, dla których warto być minimalistą

Nie jestem idealną panią domu i perfekcjonistką. To, że ja kocham minimalizm, wcale nie oznacza, że on kocha mnie. Dużo czeka mnie pracy, zanim będę mogła powiedzieć, że wygrałam z chciejstwem i próżnością. Ale mam tego świadomość, a to podstawa. Czy zdarza wam się otworzyć szafę i po raz kolejny włożyć ten sam sweter, który wypada z niej jako pierwszy? Czy zdarza wam się wyrzucać do kosza jedzenie? Czy są takie dni, które zamiast spędzić aktywnie z dziećmi, spędzacie na nerwowym ogarnianiu mieszkania? Czy wasze sprzątanie przynosi pożądane przez was efekty, np. w postaci solidnie poukładanych rzeczy i pozbyciu się zbędnych szpargałów? Czy na co dzień brakuje wam przestrzeni i ładu i czujecie się w pewnym sensie zagubieni? Niestety, też tak mam. Co zatem powinniśmy zrobić, żeby żyło się nam prościej?

 

1. Przede wszystkim powinniśmy mniej kupować.


Chyba nikomu nie jest obce zjawisko przepełnionej szafy i bałaganu. Nie ukrywam, że sama miewam z tym problem. Kiedy się spieszę, otwieram szafę i bezmyślnie łapię za pierwszą lepszą rzecz, która nawinie mi się na rękę. Nie dajmy się wpędzać w pułapkę zakupoholizmu (o ile akurat nie jesteśmy na etapie urządzania domu, bo to zrozumiałe). Z każdej strony kuszą nas promocjami i okazjami i tachamy te wyjątkowe okazje do domu, a one piętrzą się nam aż po sufit. Lubiłam kiedyś kupować nowe ubrania. Wiadomo, nowy sezon, nowe trendy, a to trzy kilo więcej, to znów mniej i zawsze był jakiś powód, żeby kupić coś nowego, nieprzemyślanego. Od roku wprowadziłam zmiany do swojego życia, staram się panować nie tylko nad swoją wagą, ale i ubraniowymi zachciankami. Czy możesz wyobrazić sobie, że otwierasz szafę i zdejmujesz z wieszaka jedną z kilku pięknych, prostych rzeczy, w której po prostu dobrze wyglądasz? Bez nerwów. No właśnie, ale szafa jest tylko początkiem, dalej jest całe mieszkanie. Później robisz porządki w diecie, w głowie, aż przychodzi refleksja, jak wiele przedmiotów - w ciągu ostatnich lat - w ogóle nie było ci potrzebnych. Powinniśmy uczyć się tak wydawać pieniądze, żeby zakupione dobra wnosiły wartość do naszego życia na dłużej, a nie były tylko chwilowym widzimisię. 

 

2. Nie ma zgody na to, żebyśmy wyrzucali jedzenie.

 

Sprawa wydaje się oczywista, kiedy w Somalii, Nigerii, Jemenie miliony umierają z głodu, nie możemy ot tak po prostu wyrzucać jedzenia do kosza! Po człowieczemu, nie jest to w porządku wobec tamtych. Bądźmy realistami, w dzisiejszych czasach robienie zapasów żywności jest bezcelowe. Nie wiemy, na co będziemy mieli ochotę jutro, a co dopiero za tydzień. Róbmy listę zakupów na dzień, góra dwa dni do przodu i trzymajmy się jej. Przestaniemy w ten sposób kupować za dużo produktów, których akurat nie potrzebujemy. My ograniczyliśmy kupowanie napojów i wody w butelkach. Nie kupując napojów, nie mamy butelek do wyniesienia, a przy okazji łatwiej zapanować nad porządkiem w kuchni, no i jest to z korzyścią dla zielonego świata.

 

3. Konsekwentnie odkładajmy wszystko na swoje miejsca.

 

Rzeczy powinny mieć wyznaczone miejsce i z uporem maniaka powinniśmy je tam odkładać. Mamy z tym duży problem. Cały bałagan, jaki robi się w domu, wynika właśnie z tego, że nie odkładamy wszystkiego na właściwe miejsce. Później popłoch i panika, bo nie ma spodni bramkarskich, bo nożyczki dostały skrzydeł. A najgorzej, gdy wpada ktoś bez zapowiedzi. Nikt nie lubi takiej codzienności. Następnym razem, kiedy zdejmiesz płaszcz, odwieś go do szafy. Naczynia wstaw od razu do zmywarki. Lepiej skupić się na tym, co przynosi nam radość i wykorzystać ten czas np. na wyjście z dziećmi, czytanie książek, taniec, zamiast na porządkowaniu wiecznego bałaganu.

 

4. Posegregujmy i pozbądźmy się zbędnych przedmiotów.

 

Posiadamy mnóstwo rzeczy kompletnie bez sensu. Zastanówmy się, czy są takie przedmioty, które już nie spełniają swojej funkcji lub do niczego nam nie są potrzebne. Jeśli tak, należy się ich pozbyć. Nie wszystko musimy wyrzucać. Na pewno wiele z tych rzeczy można oddać, sprzedać, czy nawet wymienić się z kimś na coś innego. W moim mieście od dwóch lat organizowana jest tzw. giełda przydasiów. I z przykrością muszę stwierdzić, że nie cieszy się ona wielkim powodzeniem. Ludzie przywiązują się do swoich szpargałów i nawet jak mają okazję, żeby się ich pozbyć (nie wyrzucać, tylko oddać), to i tak z niej nie korzystają. Oczywiste jest, że rozgardiasz w domu czy miejscu pracy, nieuporządkowane biurko powodują rozproszenie. Chyba wyłącznie artyści potrafią pracować w bałaganie, pozostałym lepiej jest się odnaleźć w zorganizowanej przestrzeni. Segregujmy, wyrzucajmy, oddawajmy, ale nie dokupujmy na to miejsce nowych. :-) 

 

5. Pamiętajmy, że to my jesteśmy panami swojego czasu i przestrzeni. 

 

Uporządkowanie i organizajca przestrzeni wokół siebie wpłynie na to, że po powrocie z pracy, nie będziesz musiała zakasać rękawów i sprzątać, tylko przygotować posiłek, zrelaksować się i odpocząć. Pamiętajmy jednak, że to dom jest dla nas, a nie my dla domu. Nie musi być wypucowany jak pałac. Mamy czuć się w nim dobrze. Jesteśmy dorośli i to my decydujemy, co będziemy robili w czasie wolnym od pracy. Wszystko jest kwestią priorytetów. Moja babcia nie była zakupoholiczką (jest to świeże zjawisko), nie miała nadmiaru rzeczy, ale i tak przez całe swoje życia prała i sprzątała, nie miała czasu na to, żeby żyć chwilą, poczytać, poleżeć, pozastanawiać się. 

Co takiego jest w posiadaniu, że każdy pragnie mieć? Więcej, lepsze, dużo, nowe. Tak naprawdę kupowanie i posiadanie, to nic innego jak forma niewolnictwa. Jesteśmy niewolnikami niepohamowanego chciejstwa i konsumpcjonizmu.  Tak wygląda proza życia, pracujemy, po to żeby wydawać. I tak jak Syzyf wpychamy swój głaz na górę zwaną pożądaniem. Pożądanie nie pożąda zaspokojenia. Wprost przeciwnie - im więcej mamy, tym więcej chcemy i dopiero wtedy czujemy, że jesteśmy nadludźmi. Niestety, łatwo ulegamy wpływom reklamy i marketingu, które to bezustannie nami manipulują, wmawiając, że mamy ogromne, ogromniaste potrzeby, a skonsumowane dobra przyniosą natychmiastową satysfakcję.

Niebezpieczeństwo jest w tym, że posiadanie daje tylko pozorną wolność. 

Nie potrafimy cieszyć się z drobiazgów, wyolbrzymiamy problemy, nie dostrzegamy pór roku. Szczęśliwe życie, to proste życie. To umiejętność dokonywania wyboru i "selekcji śmieci". Wystarczy małe przemeblowanie w głowie, żeby cieszyć się zdrowiem i zachować kontrolę nad swoim życiem. Zamiast zakupów warto poszukać innych, długofalowych źródeł szczęścia i hedonizmu (bieganie, taniec, malowanie, czytanie, gotowanie). Jedna mała, dobra zmiana samoczynnie pociągnie kolejną. Nie odkładajmy niczego na potem. Największy wpływ mamy na to, co jest teraz.

Jesteście minimalistami czy wręcz przeciwnie? Zostawcie, proszę po sobie ślad. ♥

O mnie

omnie glowne

Nazywam się Ewa Pastuszak.
Z wykształcenia i pasji jestem socjolożką.

Przede wszystkim jestem Mamą
(Filip 10 i Mikołaj 6).
I Żoną (Tomek 40+).

Pasjonuje mnie proste życie bez pośpiechu i filozofia Slow Life.

(...)

O Blogu

Blog o tym, że w życiu potrzebna jest równowaga! O tym, co najbardziej inspiruje, co napędza, o rodzinie, o dzieciakach i całym galimatiasie związanym z ich posiadaniem (ogólnie rzecz ujmując). Trochę o modzie. Dużo o jedzeniu. Niewiele o polityce. Rozdział o podróżach (tych prawdziwych i palcem po mapie). O szczęściu. Wszystko w odniesieniu do Slow Life. Trochę też o tym, co mnie NIE obchodzi i do szczęścia mi nie jest potrzebne (never ever!). I o tym, jaki wpływ na świadome życie mają doświadczenia związane z pracą w korporacji. Zapraszam.